Sięgaj po niemożliwe

Katarzyna Rybicka napisała niesamowitą bajkę. Zachwyciła mnie metafora, którą Kasia zbudowała w krótkiej historii o biedronce. Widzę w tej historii siebie i moje przedsiębiorcze przygody. Zakończenie historii (dla mnie zaskakujące!) wiele powiedziało mi o moich przekonania i ograniczeniach. To materiał do refleksji dla każdego, nie tylko dla ludzi “z biznesem”. Każdy kto ma marzenia, może się odnaleźć w tej historii.

Katarzyna Rybicka “Bajka o biedronce”

Była sobie biedronka, która bardzo chciała być sławna. Całymi dniami myślała o tym, jak mogłaby osiągnąć swój cel, ale wszystkie pomysły wydawały jej się takie zwyczajne. A ona bardzo pragnęła, żeby wszyscy dowiedzieli się o jej istnieniu i żeby zapamiętali jej imię na dłużej niż trwa jedno biedronkowe życie.

Pewnego dnia, latając po okolicy, zobaczyła z góry jakąś kolorową rzecz i postanowiła podlecieć bliżej, żeby zaspokoić swoją ciekawość. Okazało się, że to okładka książki, której tytuł brzmiał „Księga rekordów”. Biedronce szybciej zabiło serce. Tak, to jest to! Wystarczy, że zrobi coś godnego zapisania w tej wielkiej książce i pamięć o niej przetrwa na zawsze. Tylko co? W czym ona, biedronka, jest naprawdę świetna? Zrobiła szybkie podsumowanie i zdecydowanym tonem oznajmiła: jestem najlepsza w jedzeniu! Tylko jak wykorzystać ten talent? Kiedy tak dumała, zerwał się lekki wietrzyk i przerzucił kilka kartek w wielkiej książce. Wzrok biedronki trafił na wytłuszczony nagłówek „Największe zwierzęta lądowe” oraz na nazwę, którą już wcześniej gdzieś widziała: hipopotam. Postanowione – sapnęła z przejęciem – muszę zjeść hipopotama!

Przypomniała sobie artykuł w gazecie, który niedawno czytała na sklepowej wystawie, gdzie informowano, że miejscowe zoo może poszczycić się nowym nabytkiem – ogromnym hipopotamem. Biedronka wzięła to jako zachętę od świata, żeby zrealizować marzenie i zaczęła szykować się do podróży. Szczegółami zajmę się później, mówiła do siebie, bo nawet już samo zdjęcie robiło wielkie wrażenie. Jak ona, nawet najodważniejsza z biedronek, poradzi sobie z jego zjedzeniem? Krok po kroku i dojdę do celu, powtarzała ruszając w drogę.

Ogród zoologiczny był pięknym miejscem, z dużą ilością zieleni i różnorodnych zwierząt. Ludzie spacerowali, rozmawiali, przystawali co jakiś czas, żeby podziwiać  mieszkańców zoo. Biedronka skierowała się od razu nad wybieg hipopotamów. Już z daleka zauważyła, że dzieje się coś niecodziennego. Tłum ludzi oblegał barierki i kilka osób z profesjonalnymi kamerami i mikrofonami znanych stacji telewizyjnych w skupieniu kierowało je w stronę wybiegu. Oczom biedronki ukazał się niezwykły widok: ogromny hipopotam szalał po całym wybiegu, robiąc różne dziwne wygibasy, jakby chciał dzięki tym popisom dostać się na zajęcia karate lub tańca nowoczesnego. Przestraszeni opiekunowie biegli właśnie po pomoc, a obserwatorzy w milczeniu czekali na rozwój sytuacji. Teraz albo nigdy – pomyślała w ułamku sekundy biedronka i rzuciła się w kierunku hipopotama, licząc, że kamery uchwycą jej akcję.

Prąd powietrza porwał ją z impetem kiedy tylko zbliżyła się do wielkiego łba, a następną rzeczą, którą pamiętała było ocknięcie się w jakiejś ciemnej jaskini. Wszystko wokół kołysało się w dziwnym rytmie, wiał silny wiatr, a ją chroniło jedynie dziwne chude drzewo. Gdzie ja jestem? Odpowiedź przeszyła ją jak błyskawica: jestem w jego nosie! Jestem w nosie potwora! Ale co się dzieje i skąd to drzewo?

Biedronka odzyskując siły, odzyskiwała też jasność myślenia. Doszło do niej, że to co wzięła za drzewo musi być drzazgą w nozdrzu hipcia, który cierpi katusze nie mogąc się jej pozbyć. Stąd ten dziwny taniec. Biedronkę ogarnęła fala współczucia. Takie wielkie zwierzę i nie może poradzić sobie z takim małym drewienkiem. Jakie to szczęście, że ona, biedronka, jest na miejscu. Ustanawianie rekordu będzie musiało poczekać… Nie zastanawiając się długo chwyciła wystający kawałek i zaczęła go z ciągnąć, zapierając się z całych sił. Szarpnęła mocniej i nagle znalazła się znowu w świetle słonecznego dnia, z wielką drzazgą w łapkach, tuż obok hipopotama, który nagle przerwał wygibasy i z sapnięciem ulgi zatrzymał się w miejscu. Oczy wszystkich ludzi były skierowane na biedronkę. Po chwili ciszy i niedowierzania, zaczęły się brawa i owacje na cześć owada, który wybawił hipopotama z opresji. Wszystkie serwisy informacyjne przekazywały sensacyjne doniesienia. Prasa rozpisywała się o bohaterskiej biedronce. Znalazła się nawet wzmianka w „Księdze rekordów” o najmniejszym ratowniku największego ssaka. Biedronka czuła się spełniona. Dostała nawet jeden egzemplarz książki tylko dla siebie. Kiedy spacerowała po nim dumnie, przez głowę przebiegła jej myśl, że to jednak nie jedzenie jest tym, w czym była najlepsza i że droga do sławy otworzyła się niespodziewanie, kiedy tylko wyruszyła spełnić swoje marzenie.

Co z tego wynika?

To właściwie pytanie do Ciebie. W takich historiach każdy dostrzega inne niuanse. Inne drugie dno. Jestem bardzo ciekawa, jakie znaczenie ma ta historia dla Ciebie. Zapraszam Cię do dyskusji w komentarzu poniżej lub do dyskusji na facebooku. Napisz do mnie, co widzisz w tej historii.

Ja widzę, że warto dążyć do realizacji swoich marzeń, nawet jeśli wydają się nieosiągalne. Widzę, że warto wierzyć we własne możliwości i być otwartym na nowe wyzwania. Zaskoczył mnie zwrot akcji. Spodziewałam się morału w postaci “zjedz hipopotama po kawałku”. Serio! Sądziłam, że ta biedronka naprawdę pożre hipopotama… A przecież nie to było jej celem. To wiele mówi mi o mnie. Stawiam przed sobą niezłe cele. Wiem dokąd zmierzam. Ale często wybieram sobie dość karkołomny sposób dojścia do tego celu. Będę szczera sama ze sobą – sabotuję sama siebie i utrudniam sobie życie, jakby w utyraniu się była jakaś wartość. Chyba poproszę biedronkę o mentoring…

Jeśli lubisz metafory, to zapraszam Cię do przeczytania tekstu o mądrości domowego chleba. Tam też odnajdziesz odniesienia do życia z biznesem.

Kasia Rybicka jest specjalistką o robienia przestrzeni w głowie. Pomaga innym odnaleźć możliwości, ścieżki i rozwiązania. Otwiera umysł. Wejdź na profil Kasi na facebooku KatarzynaRybicka.pl i koniecznie dołącz do jej społeczności Zrób sobie spokój.

2 komentarze do “Sięgaj po niemożliwe”

  1. Kocham metafory. Myślę metaforami i pracuję metaforami :). Z tej biorę dla siebie tyle, że każdy ma swoją niszę. Każdy ma swoje szanse. Jest to megazgodne z tym, co robię. Bo wierzę, że każda kobieta ma swoje miejsce, aby realizować marzenia! Każda z nas jest biedronką :)

    Odpowiedz
  2. Piękna metafora i ciekawa historia. Moja lekcja jest taka: kiedy podejmuję wysiłek, by zrealizować marzenie, nagle pojawiają się szanse, o których istnieniu nie miałam pojęcia. I choć droga do osiągnięcia celu zwykle różni się od tego, co sobie zaplanowałam (i zawsze jest dłuższą niż przewidywałam), to w czasie tej wędrówki zdobywam wiele ciekawych doświadczeń!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz