Tragiczna historia Zenona

Dwa miesiące temu napisałam tekst o mądrości domowego chleba. Jego głównym bohaterem był Zenon – naturalny zakwas, który stał się dla mnie inspiracją do przemyśleń biznesowych. Niestety, dziś rano okazało się, że Zenon nie żyje. Padł, umarł, zdechł – nie wiem jaki czasownik pasuje do słoika z drożdżami. Trochę mi go szkoda, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W mojej głowie urosły jak bułeczki cynamonowe kolejne wnioski i spostrzeżenia o prowadzeniu własnej firmy.

Dochody pasywne

Trochę podobnie miało być z Zenonem. Przeczytałam, że wystarczy wstawić do lodówki i zawsze będzie pod ręką. Potem tylko wyciągasz, karmisz i gotowe! Można piec kolejne pachnące bochenki… Niestety, kiedy dziś rano sięgnęłam po słoik, w środku znalazłam cywilizację i to bynajmniej nie drożdży. Białe, puchate i zdecydowanie niejadalne coś, przejęło rządy i odebrało mi możliwość dalszego rozwoju w roli piekarki.

Dochody pasywne. Pieniądz, na który nie trzeba dodatkowo pracować. Który jest niezależnie od tego, co robisz i gdzie jesteś. Marzą się nie tylko przedsiębiorcom, ale też szerokiej grupie osób, które chciałyby zostać rentierami. To piękna wizja – słodko śpisz, a kasa w tym czasie sama wpływa na konto…

Cóż. Jestem delikatnie mówiąc – sceptyczna. Dzisiaj uzyskanie dochodu pasywnego jest coraz trudniejsze. Niezależnie od tego, czy masz tuzin nieruchomości czy świetnie sprzedający się kurs online, jeśli odstawisz go do lodówki (czyli przestaniesz się nim interesować przez dłuższy czas), to znajdzie się biała, puchata cywilizacja, która zechce odebrać Ci perspektywę dobrych zysków. I to nie dlatego, że jest złośliwa. Po prostu tak zorganizowany jest świat, że każdy próbuje znaleźć dla siebie sposób na przetrwanie i rozwój.

Możesz kupić akcje lub obligacje, ale tu wraz z brakiem obciążenia, pojawia się brak kontroli i ryzyko…

Dużo łatwiejsze wydaje mi się korzystanie z efektu skali, czyli takie kształtowanie oferty, żeby każda godzina działania, mogła przynosić coraz wyższe przychody. Tu nadal działa przykład tuzina nieruchomości lub kursu online. Jednak subtelna różnica polega na tym, że te przychody nie są samoobsługowe. Nadal musisz czuwać na promocją, sprzedażą i rozwojem oferty, ale te same czynności (ta sama ilość czasu), przynoszą coraz lepsze wyniki finansowe.

Tak miało być z Zenonem, że po każdy upieczeniu chleba, zakwas staje się coraz mocniejszy, a kolejne bochenki coraz smakowitsze. Niestety, popełniłam błąd…

Ignorowanie sygnałów z otoczenia

Mniej więcej 3 tygodnie temu dowiedziałam się, że taki uśpiony zakwas też trzeba dokarmiać. Pomyślałam „Acha! Tak będę robić!”. I nie zrobiłam nic. Ta myśl wracała do mnie kilkukrotnie, ale zawsze znajdowałam powód, żeby zająć się tym później. Aż do dzisiaj. Bo dzisiaj nie mam się już czym zajmować.

Jeśli prowadzisz biznes, to najprawdopodobniej śledzisz to, co dzieje się w gospodarce. Widzisz trendy, słyszysz o zagrożeniach, może obserwujesz konkurencję. Jeśli nie działasz w mediach społecznościowych, chociaż widzisz, że to się sprawdza dla wielu różnych biznesów – być może właśnie ignorujesz sygnał z otoczenia. Jeśli nie przygotowujesz planu awaryjnego na jesień, kiedy może ponownie wzrosnąć liczba zachorowań na COVID19 – być może ignorujesz sygnały z otoczenia. Wiem, wiem. Są ważniejsze sprawy. W Twojej branży to działa inaczej. Albo będziesz się martwić, kiedy będzie się czym martwić, a nie na zapas… Piękne wymówki i usprawiedliwienia.

Zamiast tego proponuję Ci poświęcić chwilę uwagi każdemu takiemu sygnałowi i podjąć decyzję o swojej reakcji. Nie zrobienie niczego jest całkowicie ok, jeśli wynika z przemyśleń, a nie odwlekania.

Mój kryzys lodówkowy ma niewielkie konsekwencje. Ale w przypadku firmy, ignorowanie informacji o zagrożeniach, które płyną do nas z zewnątrz może się skończyć sporymi problemami. A i bez pewnie Ci ich nie brakuje.

Zmiana sytuacji = zmiana strategii

Cała akcja z pieczeniem chleba była skutkiem izolacji. Siedziałam w domu. Zajmowałam się moimi Mikroorganizmami. I piekłam. To była skuteczna strategia – jedliśmy zdrowo, mieliśmy świeży chleb, a ja realizowałam się w kuchni tak, jak już dawno nie miałam okazji. W czerwcu sytuacja się zmieniła. Mogłam wrócić do biura i zaczęłam nadrabiać 3-miesięczne zaległości w biznesie. Obudzenie całej machiny po tak długim letargu, nie było łatwym zadaniem. Gdybym pozostała przy tamtej strategii – pieczenia chleba w domu, to dziś nadawałabym się do sanatorium. Padłabym ze zmęczenia i frustracji. Zmieniła się sytuacja, dlatego ja (na szczęście!) zmieniłam strategię. Znów wcinamy żytni z piekarni.

Nie wiem, co takiego dzieje się w procesie wychowania (tak generalnie, w społeczeństwie), że zmiana decyzji postrzegana jest jako niekonsekwencja, słomiany zapał i w ogóle ble. Mamy te piękne powiedzonka „jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B”… To chyba archaizmy z czasów, kiedy świat zmieniał się tempie paleontologicznym, a wynalazki kształtujące rzeczywistość pojawiały się co 10 lat. Dzisiaj wszystko zmienia się w trybie ciągłym. Budzimy się w świecie innym, niż ten w którym zasypialiśmy. Trzymanie się kurczowo tej samej strategii działania tylko dlatego, że 3 miesiące temu była dobra – to przepis na zakalec.

Zmiana strategii, wtedy kiedy zmienia się sytuacja, oznacza ciągłe funkcjonowanie w zmianie. To wcale nie jest takie fajne. Wymaga dużo energii. Elastyczności. Dostosowywania się do zmienności. Odporności psychicznej. Kreatywności. I jeszcze wielu innych rzeczy. A czy nie dlatego jesteśmy przedsiębiorcami, nie dlatego zakładamy i prowadzimy firmy? Żeby brać sprawy w swoje ręce? Wpływać na świat i reagować na niego? Żeby sprawdzać, testować i podejmować ryzyko?

Wolność

Umiejętność pieczenia chleba daje mi wolność. Taką malutką, ale jednak. Mogę piec sama, mogę kupować. Prowadzenie własnej firmy to pewnego rodzaju wolność. I to w znacznie większym stopniu. Ta wolność jednak nie jest za darmo. Dostajemy ją (lub bierzemy sobie) w pakiecie z konsekwencjami naszego działania. Nie możemy się nie interesować. Nie możemy ignorować informacji. Musimy być elastycznie. A czy warto? Na to pytanie, tylko Ty znasz odpowiedź.

Życzę Ci wszystkiego smacznego i do zobaczenia!

2 komentarze do wpisu „Tragiczna historia Zenona”

Dodaj komentarz