O pogoni za zleceniami i pracy za orzeszki

Czyli o świstakach i orłach biznesu…

Przypomnij sobie moment założenia własnej firmy. Jakie myśli krążyły Ci wtedy po głowie? Jakie marzenia na temat tego, jak to teraz będzie? Wolność, kasa, praca z domku na plaży?

Temat wolności we własnej firmie, pracy na własnych zasadach zajmuje mnie od dłuższego czasu. Częściowy wpływ ma na to zapewne to, że w ostatnich miesiącach dokonałam kilku ważnych decyzji i przeprowadziłam kilka rozmów, których się obawiałam. Pewne wątki w mojej pracy zostały zamknięte. A wszystko po to, żeby dopasować mój styl pracy do moich aktualnych potrzeb.

Nie piszę o tym często, ale przez wiele lat zmagałam się z depresją i kiedy wreszcie wyszłam na prostą, nie mam najmniejszego zamiaru wracać w tamto szare miejsce. Mój stan zdrowia był i jest oczywiście połączony z tym jak pracuję, inaczej się przecież nie da.

Na szczęście w ostatnich miesiącach zdobyłam takie umiejętności i wiedzę, które pomogły mi ostatecznie wygrać moją batalię. Ale pokazały też, że w moim pasjobiznesie jest pewne pole do poprawek. Część z nich już wprowadziłam. Część ma procesowy charakter, więc „się dzieje”, a ja z każdym tygodniem czuję coraz więcej wiatru pod skrzydłami. I tą wymarzoną przeze mnie wolność…

Moja osobista rozkmina skłoniła mnie do tego, żeby poprzyglądać się przedsiębiorcom w moim otoczeniu, znajomym i klientom. Podglądactwo i rozmowy potwierdziły moje przeczucie, że nie ja jedna gubię czasem właściwy trop i pracuję zupełnie nie tak, jak to miało wcześniej wyglądać.

Poszłam nawet o krok dalej! Przygotowałam ankietę, żeby zobaczyć to na wykresie 😉 W badaniu wzięło udział 78 osób, które odpowiedziały na różne pytania dotyczące ich biznesów.

Marzenie na początek

Zebrane informacje pokazują, że jest kilka głównych motywacji założenia swojej firmy. Opisywane były różnymi słowami, ale można je właściwie ująć w kilka punktów:

  • Dopasowanie stylu pracy do sytuacji życiowej (dzieci, przeprowadzka, chęć podróżowania, potrzeba elastyczności czasu).
  • Praca na własnych zasadach, żeby nikt nie wydawał poleceń co i jak robić.
  • Wpływ na to co się robi, żeby praca miała sens.
  • Osiągnięcie work-life balance, które na etacie było niewykonalne.
  • Osiągnięcie wolności finansowej, stworzenie biznesu, który będzie pracować na mnie.

Tak odpowiadały uczestniczki ankiety na pytanie o powód „przejścia na swoje”:

„Rzucić etat, wstawać później, ćwiczyć rano i na spokojnie napić się kawy. Banalne, ale szczere. ”

  • „Aby móc żyć na własnych warunkach. Pracować i odpoczywać tak jak chcę i kiedy chcę, jak również realizować projekty, zadania, które są w zgodzie z moimi wartościami i osobistymi celami”
  • „Mieć coś swojego, więcej luzu, móc poświęcać czas rodzinie”
  • „Praca miała się dopasować do macierzyństwa.”
  • „Chcę mieć realny wpływ na to, ile mogę zarobić”
  • „Chciałam mieć wpływ na podejmowane decyzje, robić rzeczy po swojemu za porządną kwotę, która była tego warta.”
  • „Nie lubię dupogodzin. Chciałam też móc sama wybierać z kim i kiedy pracuję, a od ponad roku również skąd. Lubię sama sobie dawać podwyżki 😜.”

Sama świetnie pamiętam, jak kilkanaście lat temu maszerowałam w kółko po pustym biurze, w którym byłam zatrudniona. Układałam w głowie tabelki sprzedażowe, żeby sprawdzić czy mój pomysł na biznes wypali. Pragnęłam sensu, wpływu, wolności i godnych pieniędzy. Oczyma duszy widziałam, że wszystko pójdzie jak z płatka, bo… 

… bo byłam młoda i nie miałam za grosz doświadczenia. Potem sprawy układały się różnie, choć ogólnie rzecz biorąc – z wertepami po drodze i szczęśliwym zakończeniem.

A życie sobie

To co interesowało mnie najbardziej to sprawdzenie, na ile te pierwsze wizje i marzenia udaje się potem przekuć w praktykę. Czy te pragnienia, które pchają nas w kierunku własnych biznesów, stają się rzeczywistością?

O to też zapytałam w mojej ankiecie. Okazuje się, że i w tym przypadku działa powiedzenie „miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle”. Wielu badanych napisało, że ich marzenie się jeszcze nie spełniło, że nie pracują tak jak chcą, albo że są nadal w drodze do tego celu.

Wśród osób, które odpowiedziały na moje pytania 41% ma poczucie, że pracuje na własnych zasadach i w zgodzie ze sobą. Te dane oznaczają dla mnie 2 rzeczy:

  • Skoro 41% tak pracuje, to znaczy, że to jest możliwe!
  • Skoro 59% tak nie pracuje, to moja hipoteza o tym, że „jest sprawa” stała się mocno wiarygodna.

Bardzo ciekawiło mnie, co takiego doskwiera przedsiębiorcom, że nie doświadczają tego, czego pragnęli od początku. Co najbardziej chcieliby zmienić w swoich biznesach? Poza tym, żeby zarabiać więcej, bo to oczywiste.

Odpowiedzi mnie zaskoczyły, bo dotyczyły zasadniczo jednej kwestii: zapierniczania do utraty tchu i bez satysfakcjonującego efektu.

Problemy przedsiębiorców

Celowo nie pokazuję Ci szczegółowych odpowiedzi, a tylko pewien obraz. Każda karteczka to jedna odpowiadająca osoba. Uporządkowałam te obszary i okazuje się, że problemy mamy bardzo wspólne.

Pomarańczowy obszar to odpowiedzi związane z potrzebą oddelegowania części zadań innej osobie. Zatrudnionej albo współpracującej (WA), różnie. Chodzi głównie o to, żeby oddać część roboty, bo jest jej za dużo jak na jedne ręce. Nawet najsilniejsze.

Kolor turkusowy to wszystkie kwestie związane z czasem pracy, organizacją i poukładaniem. Chcemy wolności, ale nie chaosu. Do cieszenia się biznesową wolnością potrzebujemy schematów działania, odciążających nas automatyzacji, działających systemów. Paradoksalnie to struktura pozwala cieszyć się ze spontaniczności.

Żółte karteczki to kwestie związane z klientami. I wcale nie z pozyskiwaniem nowych (choć to też ma znaczenie), ale bardziej z utrzymywaniem relacji z obecnymi klientami, żeby stabilizować przychody.

Wzajemne powiązanie

Te trzy kluczowe obszary wzajemnie się zazębiają. Zajęcie się którymkolwiek z nich, oznacza zmiany w pozostałych. Nie ma innej opcji. Jeśli pragniesz pracować mniej, to albo zmieniasz ofertę (czyli wpływasz na obszar klientów), albo potrzebujesz dodatkowych rąk do pracy. Jeśli po prostu zaczniesz pracować mniej,  to ucierpią na tym Twoje dochody, a tego pewnie nie chcesz.

Wasze odpowiedzi są też częściowo uzasadnieniem, dlaczego 59% osób nie prowadzi swoich biznesów zgodnie własnymi potrzebami. Bo to nie takie proste! Na szczęście – możliwe!

Orły i świstaki biznesu

Budując i rozwijając własną firmę łatwo się zapętlić. Samego “pracowania” w biznesie okazuje się dużo mniej, niż wszystkich czynności dookoła, które trzeba zrealizować, żeby firma zarabiała. A im więcej pracy, tym więcej pracy…

I tak, dzień po dniu, zamieniamy się w biznesowe świstaki. Dni wyglądają podobnie (maile, telefony, problemy, faktury, sprawy, sprawy, sprawy). Wyniki finansowe nie powalają. Dlatego pracujemy jeszcze więcej. Z kolejnym klientem, którego przecież zawsze się jakoś wciśnie…

Pośpiech i duża ilość bieżących spraw wywołują stres. A ten zawęża pole widzenia do „tu i teraz”. Chwytamy kolejne zadanie, właściwie nie zastanawiając się nad tym, co będzie dalej. Nie ma na to czasu!

A żeby rozwijać biznes, potrzebna jest perspektywa. Rozglądanie się po rynku i korzystanie z pojawiających się trendów. Potrzebna jest strategia, która ma doprowadzić do określonego rezultatu. Potrzebne jest analizowanie przeszłych działań i wyciąganie wniosków na przyszłość. Potrzebna jest perspektywa orła!

Metafora świstaka i orła podbiła moje serce. Pokazuje dokładnie rozdźwięk między marzeniem o biznesie, a późniejszą rzeczywistością.

Bazując na tym porównaniu nagrałam dla Ciebie edukacyjne wideo, z którego dowiesz się:

  • Na czym polega styl pracy świstaka? Jak pracuje orzeł?
  • Jaki jest Twój styl pracy? Świstakujesz czy szybujesz?
  • Jakie 3 sposoby możesz wykorzystać już teraz, żeby rozwijać swoje orle skrzydła?

Pobierz WORKBOOK #1 do tego nagrania!

Udostępnij!

Włożyłam w to nagranie bardzo dużo pracy i serca. Chciałabym pomóc jak największej liczbie świstakujących przedsiębiorców. Dlatego proszę, udostępnij to wideo osobom, którym mogłoby ono pomóc zrobić krok w kierunku zmiany na lepsze. Mailem, Messengerem, Facebookiem – jak Ci wygodnie. Z góry bardzo dziękuję!

Napisz komentarz!

Skomentuj poniżej to nagranie, a otrzymasz link do testu, w którym sprawdzisz ile w Tobie orła, a ile świstaka.

P.S. W jednym miejscu się przejęzyczyłam i to dość grubo. Jestem ciekawa, czy uda Cię złapać ten moment :D

ZAPISZ SIĘ na webinar, żeby dowiedzieć się jak przeistoczyć się ze świstaka w biznesowego orla!

11 komentarzy do “O pogoni za zleceniami i pracy za orzeszki”

  1. Boski film!!!
    Najlepsze jest to, że 10 lat temu idąc do Urzędu po prostu byłam marzycielem i desperatą do ich realizowania :) udało się :) ale dalsze etapy i wyzwania pojawiły się tak szybko, że nie zdążyłam być na nie gotowa :) wydaje mi się, że właśnie przechodzę metamorfozę ze świstaka do orła :)

    Odpowiedz
  2. Aniu, zahipnotyzowałaś mnie – zamiast iść spać, obejrzałam do końca. I wiesz co? Jestem zainspirowana na moje “spółkowe” posiedzenie w tym tygodniu. Mam pomysł jak poprowadzić spotkanie strategiczne w prosty i efektywny sposób – baaardzo dziękuję:)))) JJ
    PS – czekam na link i kolejne nagrania!

    Odpowiedz
  3. Aniu, ja właśnie zrzuciłam swój plecak 😉 Po ponad 16 latach rzuciłam ciepłą etatową posadę i zaczynam rozpościerać swoje skrzydła, budując i planując swój własny biznes. Zdecydowanie z lotu ptaka na wszystko patrzę, ale czasem trudno mi jest podjąć decyzję, kiedy zacząć pikować w dół i na jaką zwierzynę się zdecydować 😉
    Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz
    • Karolina, gratuluję! Trzymam kciuki za pomyślne łowy. Znam trudności decyzyjne, o których piszesz. Ja sama potrzebowałam czasu, żeby znaleźć w sobie odwagę. Ale warto było!

      Odpowiedz
  4. Bardzo koresponduje Twój tekst z moimi przekonaniami. Szczególnie wybrzmiewają we mnie dwa stwierdzenia, żeby mieć wolność potrzebujesz struktury oraz bez wizji i strategii działania ugrzęźniesz w operacyjnej pracy. Dzięki wielkie i powodzenia!

    Odpowiedz
  5. Witam ciepło. Posłuchałem wykładu świstakowo-orlego choć jestem mężczyzną i z 40letnim doświadczeniem w biznesie. Nie lubię innych oceniać ale chciałbym przedstawić parę moich refleksji
    Wiem, że to metafora ale:
    – zwierzęta się rodzą takimi jak ich geny stworzyły i nikomu skrzydła nie urosną.
    -zwierzęta, odmiennie od ludzi, walczą wyłącznie o pokarm i prokreację. Natura sama dodaje uroku jednym osobnikom a odbiera innym aby promować dobre geny,
    -zwierzęta są agresywne wyłącznie w przypadkach niedostatku pożywienia lub zagrożenia dla potomstwa,
    – orły nie prztrwają bez świstaków i im podobnych bo to ich niezbędny łańcuch pokarmowy ale odwrotnie już tak, świstaki będą rozwijać swoje populacje nawet jak orłów zabraknie,
    -z mojej autopsji oba zwierzątka są “świstakami” z taką różnicą, że świstaki “zawijają w sreberka orzeszki” a orły “sztabki złota”. Gdy złota będzie niedostatek to orły powrócą do roli “małych świstaków zawijających w sreberka orzeszki”.
    Moim zdaniem i z moich doświadczeń do udanego biznesu potrzebne są wrodzone predyspozycje”geny” oraz upór w dążeniu do wyznaczenia celów. Nie każdy może zostać orłem nawet jeśli bardzo będzie nad tym pracował. Znam też ludzi, którzy “uwielbiają być świstakami” i nie marzą o biznesowej karierze.
    Pani metafora jest jednak ciekawa. Pozdrawiam Piotr

    Odpowiedz
  6. Bardzo nośna metafora. Całe video – fenomenalne, to przejęzyczenie w końcówce…choć usłyszałam, to nie rzutuje na merytorykę całości. Czas rozpocząć przemianę :) Cieszę się, że pod Twoimi skrzydłami.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz